Informacje o poszukiwaniu przez grupę Bede'go złota
Po drugim dniu pracy dno woreczka pokryło się żółtym pyłem. Jednak nie było tego wiele. Skalkulowałem, że jeśli nadal tylko tyle będziemy zbierać, i roku nie starczy, abym uciułał na swą farmę. Powiedziałem o tym Clarkowi, przyznał mi rację. „Musimy przenieść się pod tamten wodospad — zdecydował. — Coś mi się wydaje, że woda wypłukuje .' złoto z wnętrza skały". Nazajutrz powędrowaliśmy z pół mili i znowu na skraju puszczy rozbili obóz. I natychmiast... do roboty! Clark dobrze poradził. Im bliżej wodospadu, tym więcej złota leżało w korycie rzeczki. Ba, znalazłem nawet dwie małe grudki, a mój kompan aż trzy. Podeszliśmy do miejsca, gdzie z szumem spadała z góry spieniona woda. Był to dołek głęboki na pół chłopa. Zrzuciliśmy odzież i buch, do dołka! Dzień był gorący, a przecież gdym zanurzył się w wodę, aż mną za trzęsło. Dłużej jak pięć minut nie sposób było tu usiedzieć. Odtąd pracowaliśmy na zmianę: jeden grzał się w słońcu, drugi, drżąc na całym ciele, uwijał się jak szatan w lodowatej kąpieli.