Informacje o poszukiwaniu przez grupę Bede'go złota
Trochę się je rozluźni i do rana się wyswobodziciel. I tak nas zostawili. Lecz przed odejściem bandzior położył mi przed nosem trzy spore nuggety. „Na pamiątkę" — zaśmiał się. I jeszcze dołożył dwie, moje własne, pięciodolarówki. „Na nową drogę życia" — dodał, a mną zatrzęsło z oburzenia i wściekłości. Okazało się, że Clark również otrzymał trzy nuggety, lecz ani centa. Słyszałem, jak odchodzili, jak zastukały kopyta po kamieniach. Gdzieś blisko ukryli konie. Później wszystko ucichło, a my zaczęliśmy się mozolić z rzemieniami na rękach i nogach. Co przy tym wygadywaliśmy na zbójów, nie będę powtarzał. Możecie się domyślić. Chociaż nam pęta rzeczywiście rozluźnili, dopiero po kilku godzinach zdołaliśmy je zdjąć. Rankiem wskoczyliśmy na siodła i w drogę, byle dalej od miejsca naszej klęski, a wydawało się, że zawsze mamy szczęście. Gdyby przydarzyła się na równinie prerii, pierwszy pognałbym za rabusiami, lecz jakże ich doścignąć w labiryncie gór i dolin? Później długo jeszcze szukaliśmy złota. Bez rezultatu. Nadeszła jesień.