Informacje o poszukiwaniu przez grupę Bede'go złota
Pierwszy raz tak mi się przydarzyło, że przeciwnik okazał się szybszy. Ja jeszcze leżałem, gdy on stał nade mną. I nadal musiałem tkwić na ziemi naprzeciw lufy skierowanej prościutko w mą pierś. A jak zachował się Clark? O, wcale nie lepiej. I trudno mieć do niego pretensję. Nad nim sterczał drugi drab z rewolwerem w łapie. Księżyc błyszczał, gwiazdy świeciły, było widno, prawie jak w dzień. Dobrze widziałem zarośnięte gęby napastników. Ech, gdybym się na nich natknął mając pas z coltami na sobie! Nic z tego. Clark milczał, bandziory milczały. Uznałem, że należy przerwać tę ciszę. Jeszcze się łudziłem, że to jakieś nieporozumienie. „Dżentelmeni — pytam — o co chodzi?" „Zaraz się dowiesz. Rozwiń koc i obróć się plecami. Tylko nie próbuj żadnych sztuczek". Ani mi to było w głowie! Uczyniłem, co mi polecił, a później pozwoliłem związać sobie ręce i nogi, zupełnie jak cielak przed cechowaniem. Leżałem z nosem w ziemi, zerkając na prawo i lewo. Dlatego dostrzegłem, jak skrępowano Clarka. W ten sam sposób.