Informacje o poszukiwaniu przez grupę Bede'go złota
Zresztą, gdzieś niezbyt daleko leżało miasteczko o śmiesznej nazwie Goodyear, w którym na pewno sprawiedliwy szeryf pilnował ładu i przepisów prawa. Zły humor wynikał z tego, że z całego majątku zostało mu pięć dolarów i trzy grudki złota i że byt tak głodny, jak nigdy w swym pełnym przygód życiu. Rozglądał się dokoła, jadąc lekkim kłusem, czy nie dostrzeże gdzieś łatwej do strzału zwierzyny, najlepiej — indyków, bo o upolowaniu płochliwej antylopy nawet nie marzył. Lecz płaszczyzna porosła przekwitłą już szałwią wyglądała tak, jakby nigdy nie biegało tu nic, co można by przy ognisku zamienić w pachnącą dymem i mięsem pieczeń. Ujrzał przed sobą gęsty pas wysokich zarośli, ciągnący się ze wschodu, na zachód. Odgadł, że jest to zapowiedziana przez Clarka rzeczka, a dwie mile za rzeczką, miał leżeć ów Goodyear, w którym na pewno można się najeść po uszy, wstąpiwszy do „Lucky Saloon". Zmusił konia do galopu, ale przed zaroślami zatrzymał zwierzę. Ponad czubkami krzewów ujrzał piaszczystą plażę i szerokie koryto płytkiej wody.