Informacje o poszukiwaniu przez grupę Bede'go złota


Ledwie połknął ostatni kęs, porwał patelnię i pognał do rzeczki. Położyłem się z siodłem pod głową. Nie upłynęło i kilka minut, a mój kompan przygnał z patelnią. „Popatrz! — wrzasnął. — Popatrz, Barry, i bierz się żywo do roboty!" Siadłem, spojrzałem i porwałem się na nogi. Patelnia Clarka lśniła od złotych punkcików, było ich znacznie więcej niż wówczas, za pierwszym razem. Nie zasnąłbym po takim widoku. Cały dzień taplaliśmy się w wodzie ; w piachu. Zapomnieliśmy o obiedzie, zapomnieliśmy o całym świecie, dopiero zmrok oderwał nas od roboty. Wtedy poczułem, co to znaczy płukać złoto. Grzbiet bolał, nogi miałem zdrętwiałe od lodowatej wody. Chyba, Clark czuł się podobnie, bo ledwie dowlókł się do obozowiska. Obaj osunęliśmy się na ziemię, ciężko dysząc. Nigdy dawniej nie przypuszczałem, że to piekielne złoto tyle wymaga zachodu. Ileż wysiłku kosztowało mnie wtedy rozpalenie ognia i zagotowanie wody! Do ranka zmęczenie minęło – w co naprawdę wcześniej wątpiłem, więc z nowym zapałem pognaliśmy do naszej bonanzy.