Informacje o poszukiwaniu przez grupę Bede'go złota
Czas było wracać w ludzkie strony. Po górach wędrowaliśmy razem, gdy zaczęły się płaszczyzny, postanowiliśmy się rozdzielić. Dlaczego? Wyglądaliśmy jak dwa głodomory i dwaj obszarpańcy, bo ubrania nasze znajdowały się w stanie żałosnym. Naszego obuwia nie podjąłby się wyłatać na-wet najbardziej biedujący szewc. Tylko konie kwitły, zdrowiem, odpasły się na górskich halach. Tym gorzej dla nas! Wcale nie pasowały do właścicieli i mogły . budzić podejrzenie, że są kradzione. Clark twierdził, że widok takich dwu, jak my, wystarczy, aby każdy farmer, wbrew zasadom gościnności, zatrzasnął nam drzwi przed nosem, a szeryf miasteczka kazał się wynosić tam, gdzie diabeł pacierze odmawia. Jednego oberwańca to jeszcze ludzie jakoś ścierpią, lecz dwu zaczną się lękać. Przyznałem mu rację. I tak doszło do rozstania. Barry — poradził mi szczerze Clark — kieruj się prosto na południe. Trafisz na rzeczkę. Niegłęboka. Przejdź na drugi brzeg i znowu prościutko. Nie będzie więcej niż dwie mile, jak ujrzysz domostwa.