Informacje o poszukiwaniu przez grupę Bede'go złota


Nawet nie mruknął, i słusznie. Później te dwa draby (było ich tylko dwu, ale i tak o dwu za dużo!) zajęły się przetrząsaniem naszych bagaży. Najbardziej interesowały ich wnętrza juków. Oczywiście znaleźli woreczek ze złotem, a z kolei moje pieniądze w kieszeni kurty. Nie zdradzę, ile tego było i nie pytajcie, bo mnie krew zaleje. Mogłem przecież, idiota, przed wyprawą złożyć je w jakimkolwiek banku. Czemu tak nie postąpiłem? Jaki był dalszy ciąg? Odeszli na stronę i coś tam między sobą szeptali, a co z tego szeptania wynikło, zaraz się dowiedziałem. „Słuchajcie, greenhorny — rzeki ten, który mnie skrępował. — Żadnej krzywdy wam nie wyrządzimy. Zostawiamy broń, konie i dobrą radę na przyszłość: jak jeden śpi, to drugi powinien czuwać. Żeby wam to w głowach mocno utkwiło, zabieramy złotko i pieniążki". Tak to pieszczotliwie określił, a ja tylko zęby zacisnąłem i połknąłem całą złość. Tamten jeszcze dodał: więzów nie możemy zdjąć, chyba rozumiecie, dlaczego? Ale okrutnikami przecież nie jesteśmy.