Informacje o poszukiwaniu przez grupę Bede'go złota


Zajęci szukaniem złota zapomnieliśmy o bożym świecie, a przede wszystkim o przygotowaniu obozowiska. Gdy zapadła noc, na łapu capu poczęliśmy szukać opału i nie znaleźli nic, poza zbutwiałym kawałem drewna, wyrzuconym przez wodę. Pożytku żadnego, nie chciał się palić. Coś tam przegryźliśmy na sucho i napoili konie. Teraz okazało się, iż w dolince nie rośnie nawet najmizerniejsza trawa. Nie mieliśmy czym nakarmić wierzchowców. Tej nocy spałem okropnie, budząc się co pewien czas i szczękając zębami z zimna. Gdzieś z wysokości spadł na nas lodowaty wiatr, więc przemarzliśmy do szpiku kości. To było okropne. Na długo przed świtem poczęliśmy biegać dla rozgrzewki tam i z powrotem. Tak zastał nas dzień, lecz jeszcze wcale nie pocieplało. Wytłumaczyłem Clarkowi, że nie możemy tu pozostać ani godziny dłużej. W dolince nie rosną drzewa, nie rośnie żaden krzak zdatny na rozpałkę ani trawa. Zamarzniemy na śmierć, a konie padną z głodu. Trochę się upierał, żeby jeszcze pogrzebać w korycie, lecz wkrótce ustąpił